Świat Mam
2023-10-05
Teatr Razy Dwa w Bystrzycy Kłodzkiej: „Do góry nogami – rzecz o macierzyństwie”. Scenariusz i reżyseria spektaklu Paulina Kajdanowicz. Animacje, reżyseria świateł, plakat – Barbara Pawłowska. Muzyka i teksty – Inka Music. Scenografia – Marta Ruda.
Teatry przyzwyczaiły nas, że sięgają po gotowy scenariusz lub powstaje on na podstawie powieści bardziej lub mniej znanego pisarza. W przypadku tej prapremiery bystrzyckiego teatru scenariusz sztuki powstał w oparciu o spisane wspomnienia, bezpośrednie rozmowy z 27 mamami z całej Polski. To jest przeniesienia rzeczywistości na teatralną scenę. Jest to metoda verbatim.
Powstały tą metodą spektakl wita publiczność minimalistyczną scenografią. W jednej linii od góry do dołu światło sceny dzielą barwy: czarna, biała, czarna, biała, czarna. Przed tak ustawioną scenę wychodzi na proscenium Paulina Kajdanowicz, dając pokaz swoich piosenkarskich zdolności. Barwnie ubrana aktorka. Wybierająca się lub wracająca z dyskoteki śpiewa piosenkę o swojej wolności i beztrosce. O tym, że bez przeszkód korzysta ze swojego życia, poluje na wypatrzonych w tłumie fagasów. Uwielbia bajlando, spać do południa, gdyż jest wolna. Nie ma dzieci. W tym samym czasie za białymi kotarami widzimy tańczące cienie kobiet.
Chwilę po ostatnich taktach muzyki na scenę wychodzi Adriana Krywulec, bywalczyni siłowni, dzieląc się informacją, że spóźnia się jej miesiączka. Przypisuje to stosowaniu nowego suplementu dla sportowców. Decyduje się jednak zrobić test ciążowy. Kilka sekund po zejściu sportsmenki w kulisy, z drugiej wychodzi przed widownię Ewelina Sowiak. Gra sympatyczkę disco polo. Zachowaniem stylizuje się na Mariolkę z kabaretu „Paranienormalni”. Jej też spóźnia się miesiączka. A że z partnerem starają się o dziecko od niemal 2 lat, nie dopuszcza do siebie myśli, że może być w ciąży. Test ciążowy zrobi dla świętego spokoju.
I tak raz z lewej, raz z prawej kulisy na scenę wychodzą aktorki. Adriana i Ewelina. A co wyjście na scenę grają inną kobiecą postać. Każda z przedstawianych bohaterek ma inne zdarzenie, które skłania do zrobienia ciążowego testu. Jego wynik jest zawsze zaskoczeniem. Jak mówi kobieta grana przez A. Krywulec, choć myślały, marzyły o zajściu w ciążę, to te dwie kreski testu ciążowego są zawsze przyjmowane z zaskoczeniem, niedowierzaniem. Dwie kreski testu to dwie białe kotary na scenie. Raz z jednej, raz z drugiej ich strony rozgrywa się akcja przedstawienia.
Ciąża. Ten czas to zmiana życiowych priorytetów, zwłaszcza u kobiet. Spisany z opowieści 27 mam scenariusz płynnie, bez nachalności prowadzi widza przez świat ciężarnej kobiety. Pokazując jego różnorodność i różnorodność kobiecych zachowań. Ukazane przez aktorki życiowe sytuacje kobiety w ciąży wywołują śmiech. Jak chociażby komentarz E. Słowiak, która podskakując z radości, że jest w ciąży, staje nagle nieruchomo i stwierdza, że przecież nie może skakać, bo w środku ma nowe życie. Ciężarna kobieta w tym okresie swojego życia musi mierzyć się też z rodzinną presją, jej oczekiwaniami co do płci dziecka, jakie ma się narodzić. Kiedy P. Kajdanowicz wciela się w postać pani ginekolog, nie widzimy aktorki na scenie. Słyszymy tylko jej głos z offu zapraszający pacjentkę na badanie. W umownym gabinecie lekarskim ciężarna grana przez Adrianę jest tak bardzo zdziwiona, że będzie chłopczyk, iż postanawia wybrać się do innego lekarza. Bo przecież cała rodzina i ona też byli święcie przekonani, że będzie dziewczynka. Natomiast jedna z postaci kreowana przez Ewelinę Sowiak musiała stawić czoła komentarzowi sąsiadki, która bez zastanowienia stwierdziła, że na pewno będzie dziewczynka, bo przyszłej mamie odebrało urodę. Postacie grane przez Adrianę i Ewelinę pokazują nam, jak czas bycia w ciąży wpływa na ich gusta i potrzeby kulinarne i potrafią połączyć czekoladę z rybą. Albo wyjść zimową porą do pobliskiego sklepu po ulubione lody, zjeść zawartość dużego opakowania w sklepie. A czemu tak? Bo wysłany chwilę wcześniej po lody mąż wrócił do domu nie z takimi, po jakie wysłała go żona.
Jak wspomniałem wcześniej aktorki Adriana Krywulec i Ewelina Sowiak grają w spektaklu kilka kobiecych postaci. Abyśmy mogli odróżnić postacie od siebie, to panie, wcielając się w inną kobietę, inaczej podają tekst. „Mariolka” E. Sowiak raz wiedzie prym, raz znika. Natomiast postać mamy A. Krywulec, która mówi z angielskim akcentem, jest zagrana bardzo autentycznie. Aktorka, mówiąc swoje kwestie, umiejętnie łączy typowo angielskie słowa z polskimi, mówionymi z obcym akcentem.
Bardzo udanym zaczerpnięciem ze świata opowieści o Harrym Potterze jest wykorzystanie fasolek wielosmakowych do opowiedzenia widzowi o innych zmaganiach świeżo upieczonych mam. Bo czy czas poczęcia, ciąży nie ma w sobie czegoś bajecznego, tajemniczego? Wspomnę o fasolce mającej smak krzyku. Nie, nie noworodka, lecz jego mamy, która podniosła głos na swojego malca i czuje się z tym bardzo, bardzo źle. A przecież wszystkim mamom czasem zdarzy się krzyknąć na swoje dziecko. Nawet mamom, które ze swoimi pociechami widnieją na zdjęciach w kolorowej prasie, mediach społecznościowych.
Sztuka „Do góry nogami – rzecz o macierzyństwie” daje widzowi też smak goryczy, życiowej tragedii mamy, która urodziła dziecko z zespołem Patau, trisomią 13 chromosomu. Czyli urodziła dziecko z bardzo ciężką wadą genetyczną. Postać tej kobiety bardzo sugestywnie zagrała Ewelina Sowiak. Słuchając jej opowieści o dziecku, które po przyjściu na świat żyło raptem pięć minut oraz że dla urzędniczego świata tego dziecka nie ma, słyszałem w każdym słowie Eweliny rzeczywiście rozpacz i niemoc. Mówi, jakby dzieliła się osobistą tragedią. Ona jako mama może mówić, że ma dwoje dzieci. Bowiem urodziła dwoje, a że to jedno zmarło, to nie powinna o nim mówić. Urzędniczki to nie interesuje.
Gdy cichnie wyznanie postaci granej przez Ewelinę, na scenie ponownie pojawia się Paulina Kajdanowicz, aby jeszcze raz dać publiczności pokaz swoich wokalnych umiejętności. To ta sama postać co na rozpoczęciu spektaklu. Kobieta wolna, uwielbiająca szaleć. Jest wolna i swobodna, bo nie ma dzieci. P. Kajdanowicz z pewną obojętnością opuszcza scenę, gdy jej śpiew przerywa nagle jedna z mam (E. Sowiak). Stojące na scenie mamy zwierzają się publiczności, że narodziny, opieka i wychowanie dziecka wprowadzają ograniczenia. Lecz bez żalu zostawiły dawną swobodę dla bycia mamą. A do dawnego życia, choćby uprawiania sportu, jeszcze wrócą. Na scenę wraca też Paulina Kajdanowicz już bez dyskotekowego przebrania. Wraca, by wyznać dziewczynom na scenie, że też jest w ciąży. Jej broda delikatnie drga, oczy lśnią łzami. Bardzo ładnie pokazane emocje szczęścia.
Dopełnieniem scenografii zbudowanej jedynie z kotar o białych i czarnych barwach są komputerowe animacje i gra świateł opracowana przez Barbarę Pawłowską. Animacje wzbogacają sceny odgrywane przez aktorki bystrzyckiego Teatru Razy Dwa. Finałową sceną spektaklu jest wyświetlanie na „białych kreskach testu ciążowego” obrazków narysowanych przez przedszkolaków i przedstawiających mamy. A z głośników słyszymy radosną piosenkę o mamciach, mamach, mamusiach.
Bystrzycki spektakl jest czymś więcej niż tylko opowiedzeniem o świecie widzianym oczami kobiet, które były w ciąży i urodziły dzieci. Ma też w sobie pewien smak terapii dla byłych mam, że nie tylko one nie potrafiły czegoś przewidzieć. Bo to zdarzyło się niemal każdej mamie. A dla kobiet, choć i też mężczyzn, widzących się w roli rodzica, że nie tylko ich rodziny zechcą narzucać własny sposób na wychowanie dziecka. Bo czynią tak najbliżsi innych obecnych czy przyszłych rodziców. Trzeba przetrwać i wytrzymać w tym świecie do góry nogami. Świat mam wymaga.
Tekst: Waldemar Jabłczyński
Zdjęcia: Marcin Gomułka
Na zdjęciach:
Paulina Kajdanowicz
Od lewej Ewelina Sowiak, Adriana Krywulec






